« piano soundtrack »
Tomlinson
w niepewności na jakiś znak czy wskazówkę. Nie doczekał się. Usłyszał jedynie pukanie obcasów o podłożę wychodzącej
z budynku Perrie. Z każdym kolejnym krokiem dźwięk stawał się coraz cichszy aż
w końcu umilkł całkowicie. Wtedy właśnie Louis ruszył w stronę szkatułki ale w
jego głowie przemknęły słowa dziewczyny „Mylisz
się, Tomlinson.” Perrie miała rację,
chłopak otworzył szkatułkę a w jej wnętrzu znajdowała się tylko masa kurzu. Louis
przeklął w duchu.
Reszta osób, która szukała naszyjnika w sąsiednich budynkach nic nie znalazła.
Miała rację - pomyślał Tomlinson. Kiedy
zebrali się już obok samochodów Simon powiedział:
-Nie znaleźliśmy go, pewni go tu nie ma ale nie możemy przestawać szukać. Ten
naszyjnik jest ważny dla Louis’ego co oznacza, że jest też ważny dla nas. –
powiedział.
W trakcie tej ‘przemowy’ Louis nie odrywał oczu od Zayn’a.
-Na co tak patrzysz? – zapytał w końcu szatyn.
-Na mojego byłego przyjaciela, Zayn. – odpowiedział kreśląc kółka na swoim
telefonie.
Zayn zaśmiał się, bo odebrał to jako jakiś kiepski dowcip.
-Jak to byłego? O co ci chodzi?
-Już wiem wszystko – zbliżył się do Zayn’a - kiedy zamierzałeś mi powiedzieć, że pieprzysz
się z moją dziewczyną?
-Jak to? – przerwał srogi głos Simon’a.
Louis obrócił się w stronę szefa.
-Oh… to nic nie wiedziałeś? – zaśmiał się ironicznie – twoja córeczka i Zayn…
nieprawdopodobnie?
-Eleanor, wytłumaczysz mi to? – Simon był ostro zdenerwowany a El stała z
wbitym w ziemię wzrokiem.
Simon szybkim krokiem podszedł do niej z złapał ją za ramiona i schylając się
by napotkać jej wzrok zapytał:
-On kłamie?
-Nie, tato. – powiedziała szeptem i w końcu podniosła głowę.
Simon zamachnął się i mocno ją uderzył. Dziewczyna upadła na ziemię a jej
policzek ozdobiło zaczerwienienie.
-Jak ty w ogóle..? – krzyknął Zayn i podbiegł do Eleanor – kobiet się nie bije
kretynie!
-Nie pieprzy się też dziewczyn kumpla Zayn a to cię nie powstrzymało. –
powiedział Louis stojąc tyłem do wszystkich.
Zapanowała cisza. Wszyscy obecni patrzyli to na Simona to na Eleanor. Idealny
tandem ojca i córki jakby się rozpadł. Jedną osobą, która cieszyła się z bólu
zadanego Eleanor był Tomlinson. „Mają
cierpieć” przypomniał sobie słowa
Perrie. Cierpieli na pewno ale według Tomlinson’a za mało.
-Simon możesz pogratulować córeczce, na razie. – powiedział po czym otworzył
drzwi od swojego samochodu i odjechał. Reszta też po chwili odjechała. Jakimś
cudem zmieścili się w jednym samochodzie.
-Nie wyrażam na to zgody. – powiedział w końcu Simon.
-Nie potrzebuję twojej zgody! – krzyknęła Eleanor.
Poczuła gwałtowny ból głowy i schowała głowę w ramieniu Zayn’a.
Kiedy dojechali już do ich miejsca spotkań Eleanor i Zayn szybko wsiedli do samochodu Malika.
-Ja pierdole, moja własna córka. – powiedział zapalając kolejnego papierosa.
-Nie przejmuj się. – westchnął Sandy – na pewno nie będzie tak źle.
-Kurwa już jest źle. – powiedział patrząc na odjeżdżającą córkę z jej
praktycznie rzecz biorąc nowym chłopakiem.
Kiedy Louis wrócił do swojego mieszkania czuł już tylko burczenie w brzuchu, bo
podczas jazdy cała złość uszła z niego niczym powietrze z pękniętego balonika. Po
raz setny zamówił pizzę z tego samego lokalu z dostawą do domu. Czekając na nią
wziął prysznic, przebrał się w dres i luźną koszulkę. Tak wyglądał jego ubiór
codzienny, kiedy nie pokazywał się nikomu na oczy. Kiedy dzwonek do drzwi
zawiadomił o tym, że dostawca już jest Louis oderwał się od meczu, który
właśnie oglądał i wraz z pieniędzmi udał się do drzwi.
-Dobry wieczór. – powiedział wesoło dostawca.
-Dobry wieczór, ile? – zapytał.
-18,50 zł. – odpowiedział Tomlinson, po czym dał dostawcy 20 zł.
-Dzięki – powiedział Tomlinson i zamknął drzwi.
Louis wrócił z jedzeniem do salonu i zaczął jeść oraz z pasją oglądać ostatnie
minuty meczu.
Był ponownie singlem, czuł się w końcu wolny. Mimo iż w trakcie związku powinien
się zakochać a teraz rozpaczać po zdradzie, on się cieszył, bo przez ten cały
czas jego serce nadal należało do zabitego chłopaka. Kochał go i nic ani nikt
nie był w stanie tego zmienić.
Louis zasnął na kanapie, ubrudzony ketchupem i kawałkiem pizzy w ręku. Obudził go
dzwonek do drzwi.
Kiedy go usłyszał zerwał się i szybko poprawiając włosy pobiegł by je otworzyć.
- Witaj Louis.
15 komentarzy = kolejny rozdział
środa, 28 sierpnia 2013
czwartek, 15 sierpnia 2013
Rozdział II
Głos nie
budził niepokoju, był raczej swego rodzaju otuchą w tym trudnym i tajemniczym
otoczeniu.
Louis odwrócił się i podniósł. Jego wzrok padł najpierw na stopy, nogi, brzuch i klatkę piersiową a w końcu na twarz pięknej dziewczyny. Ubrana w stylu grunge z rozpuszczonymi włosami w kolorze przybliżonym do płatków śniegu kobieta skrzyżowała ręce na piersiach.
-Chyba o coś zapytałam? – lekko wysunęła podbródek do przodu jakby uznała nowo poznanego chłopaka za głupka.
-Raczej nie spowiadam się obcym ludziom.
Ich spojrzenia się spotkały. Śnieżnowłosa dziewczyna zrobiła kilka kroków do przodu. Dzięki wysokim butą dorównywała wzrostem nieznajomemu.
-Słodziutki, może odpowiesz grzecznie co? – zapytała ironicznie.
-Szukam czegoś co mi zabrano.
Dziewczyna szybkim ruchem odsunęła się od Louis’ego i zaczęła krążyć po pokoju.
-Wiesz, wszyscy czegoś szukamy, do czegoś dążymy. – zaśmiała się. – Ale tylko głupcy myślą, że osiągną to czego chcą.
-W takim razie jestem głupcem. – powiedział. – A i w dodatku głupcem, którego chuj obchodzi zdanie jakieś obcej lali.
-Perrie, już mnie znasz. – wyszeptała mu do ucha dotykając przy tym wargami opuszków.
Louis’ego przeszedł dreszcz.
-Myślisz, że tyle mi wystarczy? Po za tym nie chcę cię znać, nie jesteś mi potrzebna-
-Ale ja wiem czego szukasz. – przerwała mu.
-Kurwa niby skąd? – odwrócił się i spojrzał jej w oczy. Ona znów się zaśmiała.
-Wiem o tobie więcej niż myślisz Tomlinson. – poklepała go po plecach.
-Skąd wiesz jak mam na nazwisko? – Louis lekko się zdenerwował.
-Szukasz wisiorka prawda?
-Tak.
-Myślisz, że go tutaj znajdziesz? – podpuszczała go dalej.
-Tak. – ponownie przytaknął.
-Mylisz się, Tomlinson. – spojrzała na Louis’ego. - Niestety mam dla ciebie te najgorsze wieści.
-A co niby jest jeszcze gorsze? – Louis stawał się coraz bardziej zły.
-Informacja, którą chcę ci przekazać.
-Przestań owijać w bawełnę i mów co wiesz. – teraz zabrzmiał groźniej.
-Jeszcze trochę cię pomęczę. – rzekła i puściła oczko do swojego rozmówcy.
-Nie.
-Jak tam twoja dziewczyna?
-Nie twój interes.
-Ale nie jesteś z nią za szczęśliwy i zdradzę ci, że ona z tobą też jest z przymusu. Gdyby nie… Simon to już dawno byłbyś zaszufladkowany jako jej były. Simon jej rozkazuje, w końcu to jego córka… I wiesz, on bardzo się ciebie boi. – przytaknęła. – Tak Simon się ciebie boi i liczy się z twoim zdaniem, traktuje cię jak syna. Syna – powtórzyła. – którego zawsze chciał mieć.
-Skąd… jak..?
-Jak już mówiłam, wiem więcej niż myślisz. Mogę też ci powiedzieć, że Eleanor nie jest fair w stosunku do ciebie. – spojrzała na twarz Tomlinson. – Tak, brawo. Zdradza cię.
Przez serce Louis’ego przeleciała strzała… Co prawda nie kochał jej ale nienawidził zdrady. I to przez swojego ojca, który zdradził jego słoneczko. Jego mamę. Ten głos znów się odezwał.
-Nie powiem ci z kim, myślę, że dokładnie wiesz o kogo chodzi. – powiedziała po czym jakby czekała by Louis ułożył sobie tę układankę.
-Zayn. – powiedział nawet się nie zastanawiając. – A on był tym, który…
-Ludzie zawodzą, Tomlinson. Przyzwyczajaj się.
Louis nie odpowiedział.
-Zamierzasz teraz…
Louis zerwał się i zaczął iść ku wyjściu lecz Perrie zatarasowała mu drogę.
-Pojebało cię? – lekko krzyknęła. – Teraz oddasz tylko im przysługę.
-Zabiję ich.
-Myślę, że to złe wyjście. Pomyśl tylko, Tomlinson. Jesteś przecież rozsądnym chłopcem. -
Louis lekko mrugnął wpatrując się w jej sarkastycznie uśmiechniętą twarz.
-Chyba chciałbyś, żeby poczuli się tak jak ty teraz prawda? – kontynuowała. - Źle, okropnie…
-Zjebanie, chujowo. – dokończył za nią.
-A więc, musisz się zemścić.
-Tylko jak? – zapytał coraz bardziej podziwiając Perrie.
-Mają cierpieć. – wszeptała. – Mają cierpieć jak jeszcze nigdy nie cierpieli. Mają wyć… z bólu.*
Patrzyli na siebie nie odzywając się ani słowem. Louis rzekł przerywając coraz bardziej nieprzyjemną ciszę.
-A gdzie naszyjnik?
-Znajdziesz go. – powiedziała znikając za murem.
„Znajdziesz go” tylko co to może znaczyć?
* - Wiadomo, cytat z filmu "Sala Samobójców"
## Przy pisaniu słychałam - > Pompeii - Union J ((cover))
Przepraszam, że tak długo... mam parę rzeczy do "odchaczenia" w życiu...
Wiem, że jest krótki ale podoba mi się, licze, że wam też się spodoba.
Co myślicie o Perrie? Jakie oddczucia po tym rozdziale? Chcesz być powiadamiany?
WSZYSTKO PISZ W KOMENTARZU!
Do następnego, Nati (( @awmystylinson))
Louis odwrócił się i podniósł. Jego wzrok padł najpierw na stopy, nogi, brzuch i klatkę piersiową a w końcu na twarz pięknej dziewczyny. Ubrana w stylu grunge z rozpuszczonymi włosami w kolorze przybliżonym do płatków śniegu kobieta skrzyżowała ręce na piersiach.
-Chyba o coś zapytałam? – lekko wysunęła podbródek do przodu jakby uznała nowo poznanego chłopaka za głupka.
-Raczej nie spowiadam się obcym ludziom.
Ich spojrzenia się spotkały. Śnieżnowłosa dziewczyna zrobiła kilka kroków do przodu. Dzięki wysokim butą dorównywała wzrostem nieznajomemu.
-Słodziutki, może odpowiesz grzecznie co? – zapytała ironicznie.
-Szukam czegoś co mi zabrano.
Dziewczyna szybkim ruchem odsunęła się od Louis’ego i zaczęła krążyć po pokoju.
-Wiesz, wszyscy czegoś szukamy, do czegoś dążymy. – zaśmiała się. – Ale tylko głupcy myślą, że osiągną to czego chcą.
-W takim razie jestem głupcem. – powiedział. – A i w dodatku głupcem, którego chuj obchodzi zdanie jakieś obcej lali.
-Perrie, już mnie znasz. – wyszeptała mu do ucha dotykając przy tym wargami opuszków.
Louis’ego przeszedł dreszcz.
-Myślisz, że tyle mi wystarczy? Po za tym nie chcę cię znać, nie jesteś mi potrzebna-
-Ale ja wiem czego szukasz. – przerwała mu.
-Kurwa niby skąd? – odwrócił się i spojrzał jej w oczy. Ona znów się zaśmiała.
-Wiem o tobie więcej niż myślisz Tomlinson. – poklepała go po plecach.
-Skąd wiesz jak mam na nazwisko? – Louis lekko się zdenerwował.
-Szukasz wisiorka prawda?
-Tak.
-Myślisz, że go tutaj znajdziesz? – podpuszczała go dalej.
-Tak. – ponownie przytaknął.
-Mylisz się, Tomlinson. – spojrzała na Louis’ego. - Niestety mam dla ciebie te najgorsze wieści.
-A co niby jest jeszcze gorsze? – Louis stawał się coraz bardziej zły.
-Informacja, którą chcę ci przekazać.
-Przestań owijać w bawełnę i mów co wiesz. – teraz zabrzmiał groźniej.
-Jeszcze trochę cię pomęczę. – rzekła i puściła oczko do swojego rozmówcy.
-Nie.
-Jak tam twoja dziewczyna?
-Nie twój interes.
-Ale nie jesteś z nią za szczęśliwy i zdradzę ci, że ona z tobą też jest z przymusu. Gdyby nie… Simon to już dawno byłbyś zaszufladkowany jako jej były. Simon jej rozkazuje, w końcu to jego córka… I wiesz, on bardzo się ciebie boi. – przytaknęła. – Tak Simon się ciebie boi i liczy się z twoim zdaniem, traktuje cię jak syna. Syna – powtórzyła. – którego zawsze chciał mieć.
-Skąd… jak..?
-Jak już mówiłam, wiem więcej niż myślisz. Mogę też ci powiedzieć, że Eleanor nie jest fair w stosunku do ciebie. – spojrzała na twarz Tomlinson. – Tak, brawo. Zdradza cię.
Przez serce Louis’ego przeleciała strzała… Co prawda nie kochał jej ale nienawidził zdrady. I to przez swojego ojca, który zdradził jego słoneczko. Jego mamę. Ten głos znów się odezwał.
-Nie powiem ci z kim, myślę, że dokładnie wiesz o kogo chodzi. – powiedziała po czym jakby czekała by Louis ułożył sobie tę układankę.
-Zayn. – powiedział nawet się nie zastanawiając. – A on był tym, który…
-Ludzie zawodzą, Tomlinson. Przyzwyczajaj się.
Louis nie odpowiedział.
-Zamierzasz teraz…
Louis zerwał się i zaczął iść ku wyjściu lecz Perrie zatarasowała mu drogę.
-Pojebało cię? – lekko krzyknęła. – Teraz oddasz tylko im przysługę.
-Zabiję ich.
-Myślę, że to złe wyjście. Pomyśl tylko, Tomlinson. Jesteś przecież rozsądnym chłopcem. -
Louis lekko mrugnął wpatrując się w jej sarkastycznie uśmiechniętą twarz.
-Chyba chciałbyś, żeby poczuli się tak jak ty teraz prawda? – kontynuowała. - Źle, okropnie…
-Zjebanie, chujowo. – dokończył za nią.
-A więc, musisz się zemścić.
-Tylko jak? – zapytał coraz bardziej podziwiając Perrie.
-Mają cierpieć. – wszeptała. – Mają cierpieć jak jeszcze nigdy nie cierpieli. Mają wyć… z bólu.*
Patrzyli na siebie nie odzywając się ani słowem. Louis rzekł przerywając coraz bardziej nieprzyjemną ciszę.
-A gdzie naszyjnik?
-Znajdziesz go. – powiedziała znikając za murem.
„Znajdziesz go” tylko co to może znaczyć?
* - Wiadomo, cytat z filmu "Sala Samobójców"
## Przy pisaniu słychałam - > Pompeii - Union J ((cover))
Przepraszam, że tak długo... mam parę rzeczy do "odchaczenia" w życiu...
Wiem, że jest krótki ale podoba mi się, licze, że wam też się spodoba.
Co myślicie o Perrie? Jakie oddczucia po tym rozdziale? Chcesz być powiadamiany?
WSZYSTKO PISZ W KOMENTARZU!
Do następnego, Nati (( @awmystylinson))
sobota, 3 sierpnia 2013
Rozdział I
Akcja
gotowa. Cel? Naszyjnik Niall'a, który został zabrany chłopakowi przed jego
zamordowaniem. Samolocik z papieru.
Cała grupa poza Lou z małą Lux z nabitymi pistoletami opuściła ich siedzibę kiedy już się zciemniło. Wsiadli do dwóch samochodów, Louis'ego i Simona dzieląc się przy tym na dwie grupy.
Podczas drogi w obydwóch samochodach nie było słychać nawet oddechu pasażerów. Panowała nieprzyjemna ale jednoczeście skłonna do przemyśleń cisza. Kiedy podjechali pod ciąg starych budynków, za którymi rozciągał się las, wysiędli. Eleanor pocałowała Tomlinosna. Tak jakby na zapas, gdyby cokolwiek stało się, któremuś z nich. Louis pogłębił pocałunek.
-O kurwa, no i gdzie my mamy szukać tego naszyjnika? - westchnął Zayn. - Za chuja go nie znajdziemy, tu jest z 15 budynków. W ogóle skąd wiemy, że-
-Zamkniesz się wreście? - powiedział Simon, rzucając szatynowi zimne niemal przeszywające spojrzenie. - Znajdziemy, to najprostrza akcja jaką dotychczas mięliśmy. Znaleźć naszyjnik.
Córka Simona wtrąciła się cicho mówiąc:
-Nie wiem po co w ogóle komu ten naszyjnik.
- Chyba się przesłyszałem, powtórz! - krzyknął Louis.
-Nie gorączkuj się! - zaśmiała się. - To tylko naszyjnik!
-Chyba sobie kurwa nie zdajesz sprawy do kogo należał! - krzyknął jeszcze głośniej łapiąć, prawie sciskając ją za rękę.
-Louis! - Zayn wyrwał się na pomoc dziewczynie.
-Dobrze, już dobrze. - Eleanor, wystraszona zaczęła przepraszać swojego chłopaka.
~ Retrospekcja~
-Myślę, że ci się spodoba kochanie. - Louis wyjął zielone pudełeczko zza pleców.
-Na pewno! - powiedział blondyn lekko muskając usta swojej miłości.
Lou otworzył delikatnie pudełko. Oczom Niall'a ukazał się srebrny piękny złoty naszyjnik przedstawiający papierowy samolocik z papieru. Horan nie ukrywając wielkiego zadowolenia rzucił się na szyję swojemu chłopakowi.
Louis maszerował głośno oddychając. Myślami przywoływał wizualny obraz naszyjnika, który jest ukryty, w którymś z budynków.
-Poradzicie sobie? – kiwnął do reszty.
-Ta, jasne. – odpowiedział Simon. – To ja pójdę z Eleanor dobra?
-Rób jak chcesz.
Poszli. Każdy w swoją stronę. Każdy zmierzając do innego budynku. *Znajdziesz go* powtarzał Tomlinson w myślach.
Louis wybrał budynek, który był w stanie niekorzystnym do przebywania. Jak to on.
Był on wybudowany z szarego materiału, miał trzy piętra. Nie było w nim okien, ich odpowiednikiem były dziury w murze. To skłoniło Louis’ego do wybrania właśnie tej konstrukcji.
Stąpając niepewnie po kolejnych schodach prowadzących do drzwi Louis zastanawiał się „Jak szukać?” , bo w końcu nikt z grupy nie miał pojęcia jak może wyglądać pudełko czy przestrzeń gdzie znajdą owy fragment biżuterii.
Otworzywszy drzwi mężczyzna wyjął pistolet, który zaczepił o spodnie. Mierząc przed siebie sprawdzał każdy centymetr kwadratowy parteru.
Nie znalazł nic.
Czekały go kolejne schody, tym razem bardziej strome i tajemnicze. Uzbrojony wchodził na górę.
Niestety czekał go kolejny zawód. Na drugim piętrze bowiem nie było nic poza masą kurzu i starych mebli.
-Cholera.. – powiedział. A po chwili jego wzrok przykuła szkatułka znajdująca się w kącie pokoju.
Podszedł bliżej, ukucnął. A kiedy już chciał otwierać przerwał mu głos.
-Czego tu szukasz?
Jest pierwszy rozdział :)
Dziękuję za wszystkie ciepłe komentarze c;
Chesz być powiadamiany? - pisz w komantarzu lub na Twitter'ze (mój Twitter @awmystylinson)
Cała grupa poza Lou z małą Lux z nabitymi pistoletami opuściła ich siedzibę kiedy już się zciemniło. Wsiadli do dwóch samochodów, Louis'ego i Simona dzieląc się przy tym na dwie grupy.
Podczas drogi w obydwóch samochodach nie było słychać nawet oddechu pasażerów. Panowała nieprzyjemna ale jednoczeście skłonna do przemyśleń cisza. Kiedy podjechali pod ciąg starych budynków, za którymi rozciągał się las, wysiędli. Eleanor pocałowała Tomlinosna. Tak jakby na zapas, gdyby cokolwiek stało się, któremuś z nich. Louis pogłębił pocałunek.
-O kurwa, no i gdzie my mamy szukać tego naszyjnika? - westchnął Zayn. - Za chuja go nie znajdziemy, tu jest z 15 budynków. W ogóle skąd wiemy, że-
-Zamkniesz się wreście? - powiedział Simon, rzucając szatynowi zimne niemal przeszywające spojrzenie. - Znajdziemy, to najprostrza akcja jaką dotychczas mięliśmy. Znaleźć naszyjnik.
Córka Simona wtrąciła się cicho mówiąc:
-Nie wiem po co w ogóle komu ten naszyjnik.
- Chyba się przesłyszałem, powtórz! - krzyknął Louis.
-Nie gorączkuj się! - zaśmiała się. - To tylko naszyjnik!
-Chyba sobie kurwa nie zdajesz sprawy do kogo należał! - krzyknął jeszcze głośniej łapiąć, prawie sciskając ją za rękę.
-Louis! - Zayn wyrwał się na pomoc dziewczynie.
-Dobrze, już dobrze. - Eleanor, wystraszona zaczęła przepraszać swojego chłopaka.
~ Retrospekcja~
-Myślę, że ci się spodoba kochanie. - Louis wyjął zielone pudełeczko zza pleców.
-Na pewno! - powiedział blondyn lekko muskając usta swojej miłości.
Lou otworzył delikatnie pudełko. Oczom Niall'a ukazał się srebrny piękny złoty naszyjnik przedstawiający papierowy samolocik z papieru. Horan nie ukrywając wielkiego zadowolenia rzucił się na szyję swojemu chłopakowi.
Louis maszerował głośno oddychając. Myślami przywoływał wizualny obraz naszyjnika, który jest ukryty, w którymś z budynków.
-Poradzicie sobie? – kiwnął do reszty.
-Ta, jasne. – odpowiedział Simon. – To ja pójdę z Eleanor dobra?
-Rób jak chcesz.
Poszli. Każdy w swoją stronę. Każdy zmierzając do innego budynku. *Znajdziesz go* powtarzał Tomlinson w myślach.
Louis wybrał budynek, który był w stanie niekorzystnym do przebywania. Jak to on.
Był on wybudowany z szarego materiału, miał trzy piętra. Nie było w nim okien, ich odpowiednikiem były dziury w murze. To skłoniło Louis’ego do wybrania właśnie tej konstrukcji.
Stąpając niepewnie po kolejnych schodach prowadzących do drzwi Louis zastanawiał się „Jak szukać?” , bo w końcu nikt z grupy nie miał pojęcia jak może wyglądać pudełko czy przestrzeń gdzie znajdą owy fragment biżuterii.
Otworzywszy drzwi mężczyzna wyjął pistolet, który zaczepił o spodnie. Mierząc przed siebie sprawdzał każdy centymetr kwadratowy parteru.
Nie znalazł nic.
Czekały go kolejne schody, tym razem bardziej strome i tajemnicze. Uzbrojony wchodził na górę.
Niestety czekał go kolejny zawód. Na drugim piętrze bowiem nie było nic poza masą kurzu i starych mebli.
-Cholera.. – powiedział. A po chwili jego wzrok przykuła szkatułka znajdująca się w kącie pokoju.
Podszedł bliżej, ukucnął. A kiedy już chciał otwierać przerwał mu głos.
-Czego tu szukasz?
Jest pierwszy rozdział :)
Dziękuję za wszystkie ciepłe komentarze c;
Chesz być powiadamiany? - pisz w komantarzu lub na Twitter'ze (mój Twitter @awmystylinson)
Subskrybuj:
Posty (Atom)